Odbiornik #3: Gust to kwestia treningu – Krzysztof Kwiatkowski (Trzy Szóstki)

Kolejnym bohaterem cyklu Odbiornik jest Krzysztof Kwiatkowski, znany z takich inicjatyw i przedsięwzięć, jak na przykład Trzy Szóstki, Przesada oraz Polski Niezal Codzienny, niegdyś piszący dla Screenagers.pl, obecnie publikujący w Noise Magazine.

Emilia Stachowska: Fanpage Trzy Szóstki był impulsem, czy długo myślałeś nad tym przedsięwzięciem?

Krzysztof Kwiatkowski: To raczej był impuls. Cztery lata temu, po wielu trudnych momentach w Warszawie, wreszcie w moim życiu pojawiła się pewna stabilizacja i stwierdziłem, że może to dobra okazja, żeby podzielić się swoimi zajawkami na Facebooku. Właściwie, sam fanpage (który przez pierwsze trzy tygodnie inaczej się nazywał) miał być poniekąd kontynuacją rubryki „Kawaleria szatana” ze Screenagers.pl, gdzie rekomendowałem płyty metalowe i hardcore’owe. Tradycyjnie szybko znudziłem się takim formatem i po pewnym czasie Trzy Szóstki były już – niemal – o wszystkim.

Od metalu i hardcore’u po – jak sam zaznaczyłeś – niemal wszystko. Umiałbyś wyszczególnić jakieś ważne momenty, które ukształtowały twoje eklektyczne podejście do muzyki?

Zawsze mnie nosiło i starałem się słuchać różnych rzeczy, ale gdzieś tak od połowy liceum zacząłem na poważnie śledzić muzyczne fora i strony. Poznawałem ludzi o podobnym guście, którzy przy okazji słuchali muzyki, o której nie miałem nigdy pojęcia. Szybko odkryłem, że gust to po prostu kwestia treningu, oswajania się z pewnymi dźwiękami. Nie ma w tym wielkiego romantyzmu. Bodajże mając dwadzieścia lat znalazłem jakiś spis z najlepszymi jazzowymi płytami w historii i zacząłem słuchać płyta po płycie. Przez pierwszy dzień było trudno, ale już następnego byłem zachwycony. Uśmiecham się, kiedy słyszę, że jazz to „trudna” muzyka.

A jest według ciebie jakaś muzyka, którą uznać można za trudną?

Staram się nie dzielić muzyki na trudną i łatwą, aczkolwiek wiadomo, że znacznie ciężej przyswoić dźwięki, z którymi nie mamy na co dzień do czynienia. Jeśli przypadkowemu przechodniowi puścimy na przykład harsh noise, to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent zareaguje negatywnie. Sytuacja byłaby całkiem inna, gdyby ten sam człowiek w przeszłości miał styczność z szumem. Noise sam w sobie nie jest trudny. To przede wszystkim zaangażowanym słuchaczom zależy na takiej narracji. Każdy przecież chce być wyjątkowy.

W jaki sposób zatem można oswajać ludzi z “niecodzienną” muzyką? Mógłbyś wyróżnić jakieś patenty?

Nie mam patentów. Na pewno kluczowa jest otwartość. Ludzie zaangażowani w różne muzyczne sceny chcą, aby na koncertach był komplet, a zarazem niejednokrotnie nie chcą wychodzić do osób „nie w temacie”. Wiadomo, edukacja nie jest obowiązkiem, tylko bez tego dalej będziemy na koncertach spotykać samych znajomych, bądź – przy dobrych wiatrach – jeszcze znajomych naszych znajomych.

Wspomniałeś o forach i stronach internetowych. Gdzie obecnie szukasz muzyki? Czyje teksty lubisz czytać?

Na moje potrzeby w zupełności wystarczają zestawienia z rateyourmusic.com. Oczywiście na te główne zestawienie najlepszych nagrań też zerkam, ale przede wszystkim bazuję na rankingach znajomych, którzy słuchają jeszcze więcej ode mnie i nic przed nimi się nie ukryje. Nie mogę pominąć prywatnych wiadomości – codziennie ktoś mi coś przesyła. W inne miejsca znacznie rzadziej zaglądam, a i tak nie wyrabiam się z tym, co odkrywam na RYM. Co do tekstów, to czytam prawie wszystko, co pojawia się w Polifonii, Porcysie, Screenagers, Kulturze Staroci, Dwutygodniku, PopUp, TegoSlucham.pl, Na Obrzeżach, raz uchem/raz okiem. Z zagranicy – Tiny Mix Tapes.

Trzy Szóstki rozrosły się w błyskawicznym tempie, a duża w tym zasługa facebookowej grupy. Byłeś zaskoczony takim obrotem spraw? Nie pamiętam, aby kiedyś coś podobnego zadziało się w polskiej sieci.

Tempo rozwoju byłoby lepsze, gdybym nie przespał pierwszych dwóch lat. Jeśli chodzi o grupę, to zupełnie nie spodziewałem się, że tak to się rozwinie. Pierwszy raz poczułem, że niektórzy przejmują się Trzema Szóstkami. Ogólnie popełniłem przy tym parę błędów, następnie straciłem kontrolę i teraz grupą zajmują się bardziej kompetentne osoby. Chwilę później założyłem inną grupę, w której znacznie mniej się dzieje, jest spokojniej i bardziej to współgra z moim charakterem.

Po tak dobrym przyjęciu grupy pojawił się label. Długo się do tego przygotowywałeś? Podpytywałeś bardziej doświadczonych znajomych?

Temat quasi-labelu chodził za mną od dłuższego czasu i przed startem przeprowadziłem kilka rozmów. Planowo miał to być jedynie kanał na YT, który skupiałby dobre polskie podziemne albumy, wydane na przykład tylko na Bandcampie. Szybko jednak pojawiły się premierowe albumy Sujki oraz Piotrka Markowicza – uznałem, że trzeba przejść na trochę wyższy level i doszedł Bandcamp oraz streamy. Z każdej strony dostawałem wsparcie oraz cenne wskazówki, za które teraz mogę mocno podziękować.

Z czym wiąże się prowadzenie labelu? Jak to jest prowadzić tego typu oficynę? Jak chciałbyś ją rozwijać?

Prowadzenie tej oficyny jest dosyć specyficzne z trzech względów: częstych publikacji, braku jednolitej myśli programowej i próby pogodzenia tego z moją – powiedzmy umownie – pracą dziennikarza/blogera. Cały czas przecież piszę, rekomenduję, czasami recenzuję. Nawet nie chodzi o czas, lecz o to, żeby to wszystko było w miarę klarowne dla odwiedzającego fanpage. Staram się, aby tak było, ale nie jest idealnie, wiadomo. Nigdy wcześniej nikogo nie wydawałem, wszystko jest dla mnie nowe i staram się uczyć na błędach. Od września wyszło bardzo dużo wydawnictw i choć nie żałuję żadnej publikacji, to długo tak nie da się pociągnąć. Obawiam się utraty zainteresowania ze strony słuchaczy, nie mówiąc już o mediach, mimo że katalog jest ultra eklektyczny. Dlatego w 2019 roku będzie mniej premier, być może wyraźniej zainteresuje się kasetami oraz płytami. Przykro to powiedzieć, ale netlabel jako taki nie jest szczególnie poważnie traktowany. Myślę, że o wiele więcej można osiągnąć, gdy dziennikarzom prześle się fizyka, niż czysty link na YT bądź Bandcamp. Pewnie przez tę „profesjonalizację” Trzy Szóstki nieco stracą uroku, niemniej nie widzę innej drogi. Największą wadą i zarazem największym atutem oficyny jest ogromny rozgardiasz stylistyczny. Najlepiej – szczególnie pod kątem wizerunkowym – byłoby wypracować konkretne brzmienie Trzech Szóstek. Tylko, że wówczas cały ten projekt nieszczególnie wyróżniałby się z grona innych labeli. A tak mogę wydawać wszystko: począwszy do popowego Adonisa, a skończywszy na noise rockowym Acid Lindgren. Oddzielnym tematem jest możliwość poznania wielu interesujących artystów. Współpraca z nimi to jedno z ciekawszych przeżyć.

A Przesada? Jak sprawy mają się tutaj?

Przesada sama się prowadzi. [uśmiech] Chciałem wydawać muzykę, która w teorii miała być do szuflady, a okazało się, że regularnie otrzymuję bardzo dopracowane i dobre wydawnictwa. Dzięki Przesadzie łapię trochę oddechu, nie muszę się tam niczym przejmować.

Skoro poruszyłeś kwestię dziennikarstwa – jak wygląda twoja praca właśnie jako dziennikarza/publicysty? W jakim rytmie pracujesz? Masz jakiś wypracowany system? Materiału do sprawdzenia jest naprawdę sporo.

Dużo dałbym, że mieć jakiś rytm. Niestety, jestem cholernie leniwy i wszystko robię na ostatnią chwilę. Mam też swoje stany, kiedy zupełnie nie mam na nic ochoty/siły i oglądam jakieś bzdurne filmiki na YT. Sztucznie narzucam sobie terminy, bo bez tego nie wiem, czy w ogóle coś zdołałbym napisać. Wiem, że przez to teksty tracą na jakości, ale skoro przez trzydzieści lat nic z tym nie zrobiłem, to już jest chyba po ptokach. Przez to współpraca ze mną jest dosyć trudna; jedynie Łukasz Dunaj, naczelny Noise Magazine, ma ochotę męczyć się z moją osobą.

Ale mimo wszystko piszesz, prowadzisz kilka stron na Facebooku, label oraz subnetlabel i zdaje się, że robisz to wszystko w czasie wolnym. Jak to się dzieje, że jednak się w tym nie gubisz i nie tracisz entuzjazmu?

Powiedziałbym, że próbuję się w tym nie gubić. Trzy Szóstki to priorytet i z wiadomych względów innym sprawom nie poświęcam aż tyle uwagi. A z entuzjazmem jest bardzo różnie. Już tak mam, że o pochwałach pamiętam może przez trzydzieści sekund, a o krytyce mogę myśleć tygodniami. Z drugiej strony dzielenie się muzyką należy do szczególnie przyjemnych zajęć, więc nawet po krótkim zwątpieniu i tak wracam do gry.

Z jakimi głosami krytyki się zatem spotkałeś?

Zarzucano mi już chyba wszystko. [uśmiech] Nie będę zaprzeczał: jestem przemądrzały i nie stronię od moralizatorskiego tonu, może to zniechęcać. W ostatnim czasie stałem się znacznie wrażliwszy na pewne kwestie i to też nie zawsze jest pozytywnie przyjmowane. Takim prawdopodobnie najmocniejszym zarzutem było to, że w ogóle nie powinienem wypowiadać się na poważniejsze sprawy, nie mówiąc o pouczaniu, bo wrzucam co jakiś czas memy i albo jestem klaunem, albo kimś poważnym. Cóż, według mnie można to ze sobą połączyć. No i nie jestem alfą i omegą – niekiedy popełniam błędy merytoryczne (nie mówiąc o stylistycznych, z tego jestem słaby), a przecież nie powinienem. Od września inaczej do tego podchodzę – z obawy, że może to odbić się na osobach związanych z labelem.

Jedną z twoich facebookowych stron jest Polski Niezal Codzienny, niegdyś prowadzony przez Łukasza Warnę-Wiesławskiego jako przedłużenie magazynu Niezal. Co najbardziej ciekawi cię w rodzimej muzyce? Jakie zjawiska mógłbyś tu wyróżnić?

Rodzime podziemie traktuję uczciwie: ani specjalnie nie gloryfikuję, ani nie szukam na siłę wad. Patrząc na katalog Trzech Szóstek i na to, co otrzymuję do opisania w przeglądach, mogę powiedzieć, że w Polsce dzieje się bardzo dużo. Musiałbym spać po godzinę dziennie, aby o wszystkim napisać. Niby wzorujemy się innych krajach, ale koniec końców wychodzi z tego czasem coś doprawdy wyjątkowego na skalę światową. Sprawdźcie co tworzy na przykład Jakub Lemiszewski. To jest unikalne.

Jak to robisz, że na wszystko masz czas? Przecież to wymaga ogromnego skupienia.

Kwestia organizacji. Pół dnia jestem w pracy, potem zostaje mi kilka godzin i staram się wtedy słuchać i pisać. Trzeba nadać pewne priorytety. Na ten przykład zrezygnowałem ze śledzenia seriali – bo wiem, że wtedy z niczym bym się nie wyrabiał. Nie wykluczam, że za rok lub dwa mi przejdzie i machnę ręką. Na razie tak sobie układam wolny czas, chociaż wiem, że przez to sporo przegapiam. Natomiast nigdy do końca nie jestem skupiony. Nie nauczyłem się tego w dzieciństwie.

Przeprowadzasz wywiady z różnymi artystami i promotorami. Jakie bolączki polskiej sceny mógłbyś wyróżnić na podstawie tych rozmów?

Nikt tego głośno nie powie, ale z rozmów, także tych prywatnych, wynika, że ludzie z polskiej sceny czują się niedocenieni. I wcale nie mają wielkich oczekiwań. Jak na koncert przyjdzie pięć osób albo mało kto kupi płytę, nie mówiąc o nikłym zainteresowaniu mediów, no to cóż, można popaść w lekką frustrację, i ja to rozumiem. Nie ma zbyt wielu pomysłów, aby dotrzeć do publiki spoza kręgu kumatych. Mówię również o sobie – ja też nie mam.

Przywołany wcześniej Niezal wprowadził nową jakość, jeśli mowa o polskim dziennikarstwie, a inicjatyw Łukasza było nawet więcej. Co sądzisz o rodzimej blogosferze w perspektywie tych około dziesięciu lat?

Łukaszowi należy się ogromny szacunek za to, co zrobił. Bez jego inicjatyw być może nigdy nie odważyłbym się pisać, chociaż dziesięć lat temu nie zawsze entuzjastycznie podchodziłem do tego, co tworzył. Od tamtej pory sporo się zmieniło. Przede wszystkim teraz polska blogosfera nie ma większego znaczenia, to znaczy: dalej ktoś to czyta, ale mało kto się przejmuje. Albo inaczej – jest ona tylko jednym z elementów krajobrazu. Często słuchacze mają bardziej rozwlekłą wiedzę aniżeli blogerzy. I fajnie.

Jest coś, co irytuje cię w rodzimej krytyce muzycznej?

Irytuje mnie przeglądanie list rocznych u znanych dziennikarzy muzycznych, gdzie non-stop pojawiają się oczywiste nazwy. Nie wymagam od każdego jakiegoś niesamowitego eklektyzmu albo codziennego, wielogodzinnego grzebania w podziemiu, ale nie mogę zaakceptować braku jakiejkolwiek inicjatywy w poszukiwaniu muzyki i opierania się tylko i wyłącznie na gotowych źródłach. Przykładowo: już teraz wiem, że w pierwszej dziesiątkach będzie Jack White czy Gorillaz, a przecież to okropne nudziarstwo. Niestety, przyjęło się, że są to wielkie i bezpieczne nazwy, więc spokojnie można wrzucić je do zestawienia. Nikt się nie zorientuje, że to pic na wodę.

Ale jednak sam korzystasz z Rateyourmusic i dostępnych tam list oraz rankingów.

Tu mnie masz, aczkolwiek nie do końca. [uśmiech] Siedzę już tam tyle czasu, że przy właściwym korzystaniu mogę każdego dnia znajdować po kilkanaście nagrań wartych odsłuchu, z wielu różnych bajek. Przy okazji, tak jak wspominałem, dostaję rekomendacje od znajomych z innych źródeł. Tego jest tak dużo, że nawet ja muszę w tym momencie wyhamować.

Wracając do polskiego dziennikarstwa muzycznego: Filip Szałasek pisał niedawno, że brakuje tam kobiet, wtórował mu też Rafał Samborski. Wiem, że sam czasem poruszasz wątki feministyczne w swoich wpisach (“tropienie szowinizmu”) – co sądzisz zatem o tej kwestii?

Nic dziwnego, że brakuje. Jeśli miałbym na co dzień wysłuchiwać seksistowskich komentarzy od „starszych kolegów”, to też nie miałbym ochoty działać w tym środowisku. Tu także istnieją śmieszne stereotypy, że faceci sa konkretniejsi, kobiety wrażliwsze etc. Bardzo podobnie wygląda sytuacja w świecie samych artystów. Powoli coś się zmienia, przynajmniej od czasu do czasu jest jakaś dyskusja. Nie zmienia to faktu, że jestem bardzo rozczarowany postawą wielu osób, które komentują całą sytuację na zasadzie „już nie przesadzajmy” bądź „kiedyś nikomu to nie przeszkadzało”.

Zmierzając powoli do końca rozmowy. Co, jeśli obecna formuła Trzech Szóstek się wypali z powodu ograniczeń wprowadzanych przez Facebooka? Masz plan awaryjny?

To jeszcze da się coś ograniczyć? [śmiech] Działam również na Instagramie, próbuję na Twitterze (ale tam i tak nikt mnie nie śledzi), nieco pomagają grupy na samym Facebooku. Jestem otwarty na inne platformy, jednak nie ma co ukrywać – bez fejsa nie istniejesz. Lepiej nie przejmować się na zapas.

Nie czujesz się trochę “niewolnikiem” mediów społecznościowych? Naphta ostatnio krytykował swoisty reżim, jaki one narzucają.

Czuję się niewolnikiem technologii, jak każdy. Mnie też to wkurza, że często wartościowe treści prawie do nikogo nie trafiają, a zwykły link ze zdaniowym komentarzem do tysięcy, ale co mogę z tym zrobić? Jestem tam, gdzie jest najwięcej osób i gdzie są najlepsze interakcje.

Plany, pomysły, projekty? Czego można spodziewać się od Trzech Szóstek i pobocznych inicjatyw w najbliższym czasie?

Nie mam konkretnych planów, sporo zmian przeprowadzam na gorąco. Na pewno chciałbym zamieszczać jak najwięcej tekstów, playlist, zmienić layout, odkrywać świetne polskie projekty. Nie miałbym nic przeciwko powiększeniu grona czytelników – w tej materii dalej są rezerwy. W przypadku labelu położę nacisk na fizyki, od 2019 roku ograniczę publikacje. Miło byłoby kontynuować koncerty pod banderą Trzech Szóstek, nawiązywać współpracę z klubami i festiwalami. Z Przesadą nie chcę z niczym przesadzać.

***

Odbiornik to cykl poświęcony ciekawym inicjatywom dziennikarskim. Bohaterami każdego odcinka są twórcy audycji radiowych, których na co dzień słucham i dziennikarze, których teksty czytam. Opowiadają oni o swojej działalności, zajawkach i wszystkim, na co zwracają uwagę. Główną osią każdej z rozmów jest natomiast muzyka i wszelkie aspekty z nią związane.

Reklamy

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s