Energia idąca w parze ze spontanicznością – wywiad z Her Side

Her Side to Luba, Ola i Paulina. Mieszkają w Poznaniu, grają w garażu i bardzo lubią gitarowe zgrzyty, połączone z chwytliwymi melodiami.

Emilia Stachowska: Gracie muzykę gitarową, mocno opartą na garażowym brzmieniu, ale wiem, że nie każda z was słucha na co dzień tego typu rzeczy. Czego więc słuchacie?

Ola: Słucham przede wszystkim popu i elektroniki i masz rację – stosunkowo rzadko sięgam po nagrania stricte gitarowe. Kiedyś, gdy byłam młodsza, miałam fazę na rock i punk, ale później zdecydowanie mi przeszło. Teraz, dzięki temu, że stałam się poniekąd częścią gitarowej sceny niezależnej, śledzę obecne i nowe składy, ale nadal czuję, że pop i elektronika to te nurty, do których jest mi zdecydowanie najbliżej.

Luba: U mnie jest inaczej, na co dzień słucham raczej muzyki gitarowej, zwłaszcza tej, która powstała w latach dziewięćdziesiątych, czyli – w skrócie – alternatywnej i grunge’owej oraz też niezależnej. Jednocześnie często słucham jazzu i bluesa. Teraz natomiast obracam się głównie w środowisku poznańskiego undergroundu, więc słucham też muzyki moich znajomych oraz ich znajomych. Niektóre zespoły cały czas czymś mnie zaskakują, tak więc odkrywam dzięki nim nowe brzmienia. W ogóle, odczuwam głód wszystkiego, co nowe, niezależne i niszowe.

Paulina: W moim przypadku także króluje muzyka gitarowa, choć nie umiałabym wskazać na jeden konkretny gatunek. Dla przykładu, jeśli chodzi o wspomniane przez dziewczyny lokalne środowisko muzyczne, sporo osób skłania się ku cięższemu graniu, a ja wolę te bardziej eksperymentalne, czasem awangardowe przedsięwzięcia. Poza tym, bardzo lubię shoegaze, brzmienia zahaczające o punkową surowość, słucham dużo żeńskiej muzyki, choć nie stronię też od popu. Ostatnio wróciłam do Britney Spears. [śmiech]

Jesteście z Poznania, a od jakiegoś czasu sporo się tu dzieje – opowiedzcie o tej lokalnej scenie coś więcej. Po nagrania jakich zespołów warto sięgnąć?

Paulina: Ostatnio wydaje mi się, że wszystko kręci się wokół tych samych osób. Wciąż ci sami muzycy przewijają się przez różne składy, a przez to brakuje świeżego powietrza. Nie twierdzę jednak, że powstaje przez to zła muzyka. Może po prostu jest za mało możliwości do kombinowania i robienia czegoś nowego, a kiedy ciągle obserwujesz taką sytuację, przestaje to być jakoś ekscytujące. Ze swojej strony bardzo polecam rzeczy, które robi Lemiszewski (solowo i nie tylko, bo Lemisz ma masę projektów, za które warto się zabrać, na przykład granie z Olterem czy z Sierścią), Thee Floods (z którymi grałyśmy koncert w Warszawie, super ludzie i fajny pomysł na klimat piosenek), a ostatnio też Wulkan wydał album, którego warto posłuchać.



Luba: Co do poznańskiej sceny, zgadzam się z Pauliną – niektóre brzmienia się ciagle powtarzają, powstaje znikoma ilość nowych składów, grających coś zupełnie innego. Z innych projektów, w których uczestniczy Jakub Lemiszewski, projektów bardzo różniących się od reszty, polecam Duel Top i Bambong. Oczywiście, nie mogę nie wspomnieć o warszawskiej inicjatywie Polonia Disco (nazywaną też WSPD, czyli Warszawską Szkołą Disco Polo), która została przeniesiona przez Lemiszewskiego również na poznańskie tereny.


Wróćmy na chwilę do tego, co powiedziałyście o muzyce, której słuchacie. Wygląda na to, że Luba i Paulina mają dość zbliżone gusta, jednak twoje, Ola, nieco się od nich różnią. Jak dałaś się namówić do grania tego typu dźwięków?

Ola: Koniecznie trzeba podkreślić, że zawsze, od kiedy pamiętam, chciałam grać. Co więcej – chciałam grać właśnie z dziewczynami. Wydaje mi się też, że moje zainteresowanie nieco innymi obszarami, innymi stylistykami, świetnie uzupełnia się z tym, co proponują Luba i Paulina. Dla przykładu: jestem przekonana, że słuchane przeze mnie techno w znacznym stopniu kształtuje moją wrażliwość jako perkusistki, wpływa na to, w jaki sposób czuję rytm i tak dalej. Nie da się jednak ukryć, że znalazłam się w tym składzie przez przypadek – jak się okazało, niezwykle szczęśliwy.

Jak doszło do tego przypadku?

Luba: Poznałyśmy się (najpierw z Olą) w 2015 roku, kiedy od kilku miesięcy szukałam osób, które będą chciały ze mną grać. Bardziej dziewczyn, chociaż nie było to warunkiem koniecznym – zależało mi po prostu na towarzystwie, z którym będę czuła się dobrze i komfortowo. Wiedziałam też, że trudno mi będzie skompletować skład w stu procentach żeński, bo słyszałam, że w Poznaniu (i w ogóle w Polsce) jest to rzadkość. Napisałam więc ogłoszenie, które znalazło się na kilku grupach na Facebooku i zdaje się, że przez około pół roku nie miałam żadnego odzewu. Dopiero po kilku miesiącach, w odpowiedzi na to ogłoszenie, napisała do mnie Ola i to właśnie był ten przypadek, ponieważ zupełnie nie wiedziałyśmy, czego możemy spodziewać się po sobie nawzajem. Ola nie zaznaczyła, na jakim gra instrumencie – wspomniała tylko, że wygląda na to, że wiele nas łączy, a także – że może grać dosłownie na wszystkim, po prostu chce zacząć działać. Akurat wtedy nie było mnie w Polsce, byłam w Finlandii albo Rosji, tak więc czekałyśmy na to spotkanie kilka miesięcy i trochę się bałam, że Ola zrezygnuje, ale ostatecznie pierwszą próbę zagrałyśmy w sierpniu 2015 roku w Koziegłowach pod Poznaniem i od razu między nami zaskoczyło. Warto dodać, że to był pierwszy raz, kiedy Ola usiadła za perkusją, czego w ogóle nie można było wyłapać, tak więc już na starcie zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nasze próby na początku bazowały głównie na moich już nieco poukładanych piosenkach, ale mamy również nagrania naszych improwizacji z tych pierwszych spotkań, wracamy do niektórych z nich nawet teraz, więc to brzmienie garażowe pojawiło się naturalnie, bez żadnych ustaleń i założeń. Może dlatego, że miałyśmy typowo garażowe instrumentarium. [śmiech]

Paulina, a jak to wyglądało u ciebie? Kiedy dołączyłaś do Her Side? Grałaś gdzieś wcześniej?

Paulina: Grałam wcześniej z moim chłopakiem, głównie covery, między innymi na finisażu wystawy Mediów Interaktywnych i Widowisk. To były nasze prace dyplomowe, pisałam o punku, stąd też wybór właśnie takiego repertuaru. W żadnych innych projektach wcześniej nie występowałam, choć od zawsze bardzo chciałam. Nigdy nie przepadałam za kolesiostwem, które utożsamiałam z tym, że mężczyźni-muzycy trzymają przede wszystkim z innymi muzykami płci męskiej, tak więc postanowiłam, że jeśli będę miała swój zespół, na przekór będzie on w stu procentach żeński. Z Her Side natomiast sprawa jest o tyle ciekawa, że na pierwsze próby przychodziłam, aby słuchać, ponieważ nigdy wcześniej nie grałam tak regularnie – raczej bardzo powoli oswajałam instrument w domowych warunkach. Najwięcej jednak nauczyłam się już w Her Side, chyba jak my wszystkie. Ola od zera uczyła się grać na perkusji, ja na basie i to było świetnie, że razem się rozwijałyśmy, motywowałyśmy, nakręcałyśmy.

Wiele artystek, z którymi przeprowadzałam wywiady, wspominało o tym, że kobietom, tworzącym muzykę, jest trudniej. Też to odczuwacie?

Luba: Tak, ja się z tym zgadzam, jest trochę trudniej i zdarza się, że jesteśmy traktowane z przymrużeniem oka. Zdarzało się, że słyszałyśmy teksty w stylu: „No fajnie, fajnie, ale ciekawe, czy coś potraficie”, które wynikały z jakiegoś dziwnego przeświadczenia, że dziewczyny są z natury słabsze, mniej zaradne. No ale wiadomo, to nie jest regułą, wszystko zależy od otoczenia, w jakim zespół się obraca – akurat my na co dzień mamy kontakt z sympatycznymi ludźmi, którzy są dla nas mili. Mimo to, rzadko słyszymy konstruktywną krytykę, częściej jest to koleżeńskie klepanie po plecach bez żadnej uwagi na temat tego, jak i co gramy.

Paulina: Faktycznie, czasem miały miejsce takie sytuacje, że jacyś muzycy, przed którymi lub po których grałyśmy, podchodzili i pytali, czy umiemy włączyć wzmacniacz – to było naprawdę słabe. Tak, jak wspomniała Luba – niekiedy ktoś chce był miły i pomocny, a wychodzi z tego niefajna sytuacja, bo okazuje się, że jesteśmy traktowane z góry, że tej „koleżeńskości” towarzyszy przeświadczenie o tym, że nie umiemy zbyt dużo. I to prawda, często mam wrażenie, że faceci-muzycy nie potrafią się z nami dogadać tak, jak dogadują się między sobą – ta komunikacja nie zawsze jest równa. Jestem przekonana, że to nie jest intencjonalne, ale jednak jest wyczuwalne. Mnie to martwi, bo czasem się boję, że nigdy nie będziemy uznawane po prostu za muzyków, tylko nasza płeć będzie jednak wpływała na to, jak jesteśmy postrzegane, także w środowisku. Ba, niekiedy nawet odnoszę wrażenie, że nigdy w stu procentach nie będziemy należeć do środowiska, które zdominowane jest przez mężczyzn – nawet, jeśli będą dla nas uprzejmi i nie będą mieli złych intencji.

Ale jednak podkreślacie tę żeńskość Her Side, prawda?

Paulina: Tak, zdecydowanie ją podkreślamy, ponieważ chcemy zwracać uwagę na coś, co nie jest zbyt popularne i – jak się okazuje – oczywiste. Bardzo wyzwalające jest dla nas także mówienie o innych żeńskich zespołach i granie z nimi. Ostatnio występowałyśmy przed chorwackim projektem Žen i to było niesamowite doświadczenie, zupełnie inne od grania obok składów męskich. Może dlatego, że pierwszy raz miałyśmy kontakt z tak doświadczonymi, profesjonalnymi artystkami, które grają super muzykę. Dziewczyny z zespołu były dla nas bardzo serdeczne, otwarte i pomocne – my też chcemy być takie dla innych formacji. Dodam też, że gdyby nie było takiej sytuacji, o której mowa była wcześniej – takiej, kiedy to dziewczyny, tworzące muzykę, traktowane są inaczej – nie musiałybyśmy tego tak bardzo podkreślać.

Ola: Zdecydowanie się z tym zgadzam, choć muszę zaznaczyć, że mnie ta kobieca strona muzyki po prostu bardziej przyciąga. Zauważyłam, że chętniej sięgnę po jakiś utwór, gdy dowiem się, że nagrała go kobieta.


Dlaczego? Co wyróżnia to kobiece spojrzenie na muzykę?

Ola: Nie chcę generalizować, więc powiem tylko o tym, co ja odczuwam, będąc jednocześnie daleka od głoszenia tu jakichś uniwersalnych twierdzeń. Bardzo często mam wrażenie, że kobieca muzyka – przynajmniej ta, której słucham – jest po prostu bardziej melodyjna, mniej, no nie wiem, matematyczna. Taka, która przeszywa na wskroś emocjonalnością, wrażliwością, nawet czułością. Zauważam coś takiego, że nawet, jeśli kobiety grają zgrzytliwe, gitarowe, brudne brzmienia, jest w tym jakaś unikatowa delikatność. A może po prostu tak działają na mnie kobiece wokale, które automatycznie czynią dla mnie całość lepszą, ciekawszą. Jestem straszną seksistką jeśli o to chodzi. [śmiech]

Paulina: O, to jest bardzo ciekawa sprawa! Jakiś czas temu przyłapałam się na tym, że kiedy ktoś robi taką bardzo techniczną muzykę, trzaska jakimiś połamanymi strukturami, nie robi to na mnie aż takiego wrażenia. Jasne, doceniam umiejętności i warsztat, ale nie chwyta mnie to aż tak bardzo, nie porywa. Bardziej urzeka mnie pewna spontaniczność i połączenie umiejętności technicznych z budowaniem emocji. Nie chcę jednak iść w kierunku stereotypizacji, która umieszcza kobiecą muzykę właśnie w kontekście tworzenia „emocjonalnego” w przeciwieństwie do „męskiego – technicznego”. Jeśli mowa zaś o Her Side, jest nam zdecydowanie bliżej do nieco punkowej stylistyki, rock’n’rolla, ale tu chodzi raczej o nasze własne preferencje.

Nawiązując do brzmienia, które gracie – czym jest grrrliter punk? Skąd się wzięło to określenie?

Luba: Geneza tego określenia jest dość ciekawa. Kiedyś miałam ogromną fazę na brokat, więc dla żartów stwierdziłam, że gramy „glitter punk”. I jakoś tak od słowa do słowa doszłyśmy do tego, że jednak jest w naszym brzmieniu też nieco zadziorności – podobnie, jak w nagraniach, których słuchamy na co dzień. Wiesz, że jest tam takie „grrr”. [śmiech] Wyszła więc nam jakaś dziwna hybryda tego, co „glitter” z tym, to nazywane jest „riot grrrl” i bardzo nam się ta kategoria podoba. Chodzi o coś, hm, dziewczyńskiego – świecącego, iskrzącego się, żarliwego, ale jednocześnie niegrzecznego, nieco agresywnego i buntowniczego, na pewno bezkompromisowego.

Mówicie o brokacie, ale jednak na ostatnim koncercie wszystkie byłyście ubrane na czarno.

Luba: Prawdę mówiąc, zdecydowałyśmy się na to, ponieważ chciałyśmy pokazać naszą solidarność z osobami, które tego samego dnia, dosłownie pół godziny wcześniej, brały udział w kolejnej edycji Czarnego Protestu. Zależało nam na tym, aby dać sygnał, że my też jesteśmy częścią tego niezadowolonego tłumu. To, że nasz koncert miał miejsce akurat tego dnia, to zupełny przypadek, ale z drugiej strony – przypadek niezwykle symboliczny.

Czy można więc mówić o tym, że Her Side to projekt społecznie zaangażowany?

Paulina: Tekstowo i muzycznie nie, ale my same jesteśmy zaangażowane w tematy prospołeczne. To znaczy, w różnym stopniu, ja pewnie najbardziej, ale jednak mamy podobne poglądy.

Luba: Pisząc teksty staram się nie nawiązywać do żadnych akcji politycznych, czy też społecznych, bo uważam, że muzyka powinna być od tego wolna. Nie znaczy to jednak, że nie zareagujemy na zjawiska, które są krzywdzące, niesprawiedliwe i – w naszym przekonaniu – po prostu złe.

Ola: Nie chciałabym łączyć muzyki z polityką, to nie jest mój cel.

Paulina: A ja – tak, jak wspomniałam – jestem bardzo zaangażowana w sprawy polityczne, społeczne i nie ukrywam, że nie oddzielam ich od muzyki. Nie znaczy to jednak, że moje podejście nie współgra z podejściem dziewczyn. Chodzi po prostu o to, aby muzycy zabierali głos, na przykład występując na jakichś dedykowanych wydarzeniach, mówiąc otwarcie o tym, co ich boli, ale jednak – aby nie starali się przeintelektualizować samej muzyki. Odróżniłabym zaangażowanie zespołu od muzyki zaangażowanej. Nie chcę tworzyć utworów o polityce, ale chcę działać, angażować się w sprawy. Nie muszę śpiewać o tym, co myślę – mogę zamiast tego brać udział w różnych akcjach, inicjatywach.

Zostając w temacie tego, co składa się na twórczość Her Side: Luba, zaznaczyłaś w jednej ze swojej wypowiedzi, że „Her Side pozwala mi zostawić dźwiękowy ślad mojej szczerości”. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

Luba: To bardzo proste: grając taką właśnie muzykę, jestem szczera z samą sobą i z wszystkimi dookoła. Nie lubię pokazywać siebie w tekstach, wolę opowiadać o czymś, co jest na zewnątrz, ale te emocje, które towarzyszą naszej twórczości, są jak najbardziej moje, są prawdziwe. Muzyka jest dla mnie pewnego rodzaju wentylem, pozwala mi na opanowanie swoich strachów, czy też trosk, dzięki niej oswajam też problemy.

Ola, Paulina, a czym jest dla was Her Side?

Paulina: Dla mnie to świetna okazja do tego, aby się rozładować, ale też – jak powiedziała Luba – aby w pewien sposób sobie pomóc, jakoś się pokrzepić. Bo to naprawdę bardzo krzepiące, że działamy razem, nagrywamy kolejne numery, że wychodzi nam coś ciekawego – coś, co nam się podoba. Spędzamy razem mnóstwo czasu, zawsze możemy na siebie liczyć i robimy coś, co daje nam ogromną radość – to uskrzydla. Nie ukrywam też, że dzięki Her Side utrzymuję na powierzchni świadomość, że robię coś fajnego. Codziennie od ósmej do szesnastej pracuję i nie zawsze są to interesujące sprawy, a działając w Her Side, skupiam się tylko na tym, co mnie fascynuje, nakręca i pozwala mi wyrażać siebie tak, jak chcę i – mam nadzieję – potrafię.

Ola: Abstrahując jednak od tych poważnych kwestii, dla nas liczy się też zabawa. Grając utwory, działając jako Her Side, po prostu dobrze się bawimy. To natomiast owocuje poczuciem ogromnej satysfakcji.

Rozmawiałyśmy o tym, jak brzmi wasza muzyka, przejdźmy więc do tego, jak będzie ona brzmiała w niedalekiej przyszłości. Zamierzacie pozostać przy takiej stylistyce, jaką zaproponowałyście na EP-ce „Garage”, czy jednak coś może się tu zmienić?

Luba: Bardzo bym chciała, aby coś się zmieniło. Trzeba zaznaczyć, że tak naprawdę, nasze brzmienie nie jest efektem długich prac – wygenerowało się ono raczej spontanicznie. Nie mamy też zbyt wiele nowych utworów, bo gramy głównie te kawałki, które powstały dawno temu. Na EP-ce znajdują się nagrania, które napisałam jeszcze przed tym, jak powstało Her Side. Myślę więc, że zdecydowanie musimy iść w stronę nowego materiału, cały czas komponując i sprawdzając, co nam z tego wychodzi.

Ola: Mnie zależy na tym, aby nasz projekt ewoluował, aby proponował różne nowe rozwiązania, których nie ma na naszej EP-ce. Także dlatego, abyśmy same się nie zmęczyły tym materiałem, który jest już gotowy. Inną rzeczą jest to, że zmiany powinny być naturalne, nie mam więc żadnego ciśnienia, z niczym się nie spieszę, jednocześnie staram się cały czas pilnować, aby rozwijać warsztat i nie powielać tych samych schematów przy tworzeniu nowych utworów.

Może być więc tak, że osoby, które znają waszą EP-kę, będą zaskoczone zawartością kolejnego wydawnictwa?

Luba: Pod względem jakości, to na pewno. Pod względem różnorodności naszego brzmienia chyba też. Nie jest jednak tak, że EP-ka „Garage” jest oparta na tych samych motywach – ona też jest różnorodna. Są na niej dreampopowe elementy, są bardziej ostre, jest odrobinę takiego surowego post-punka.

Ola: Ale jednak musimy pamiętać, że nie jesteśmy zespołem, który proponuje niesamowicie techniczne granie, dlatego też nie jesteśmy ograniczone jakimiś strukturami, kombinacjami. Chodzi o to, aby zawsze towarzyszyła nam energia idąca w parze ze spontanicznością. Nie zastanawiamy się, co będzie za kilka dni, za kilka nagrań – nie chcemy rozkładać naszej muzyki na czynniki pierwsze i miesiącami przy nich dłubać. Liczy się to, co dzieje się tu i teraz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s